niedziela, 13 października 2013

ONE SHOT "Sickening reality"



Tytuł: Sickening reality
Pairing: Larry Stylinson
Gatunek: Bromance, AU – chłopcy nie są sławni, nie istnieje zespół One Direction.



Poznałem go kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Od początku przykuł moją uwagę, ponieważ miesiąc przed końcem przedszkola przeprowadził się i dołączył do nas. Jednak, ten miesiąc wystarczył, abym pokochał go całym sercem i nie chciał znać nikogo poza nim. Po tygodniu znajomości staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Razem bawiliśmy się samochodami, rysowaliśmy, ganialiśmy się i huśtaliśmy. Nie było dnia, abyśmy nie byli razem. Nawet w weekendy mama zaprowadzała mnie do niego lub on przychodził do mnie. Tak więc, śmiało mogę stwierdzić, że moje wspomnienia z dzieciństwa są w większości związane z Louisem.
Potem poszliśmy do podstawówki, siedzieliśmy razem w ławce, mieliśmy szafki obok siebie i chodziliśmy razem do i ze szkoły. Często trzymaliśmy się za ręce, przytulaliśmy się i czasem nawet dawaliśmy sobie buziaki w policzek. We wakacje ustaliliśmy, że na zawsze będziemy razem i nikt nas nie rozdzieli, jednak nie trwało to długo… Louis mnie zostawił. Nie to, że odszedł i mnie opuścił… wyprowadził się. Jego rodzice postanowili zmienić miejsce zamieszkania, ponieważ pragnęli zdobyć lepszą prace. Zostałem sam jak palec. Poszedłem do gimnazjum i była ta najgorsza udręka w moim życiu. Nie znałem nikogo, całe dotychczasowe życie spędziłem z Tomlinsonem, więc nie miałem innych przyjaciół. Nie chciałem nikogo poznawać i Ci którzy chcieli się do mnie zbliżyć po kilku minutach tego żałowali. Nie byłem taki celowo, pragnąłem być miły i przyjacielski, jednak nie potrafiłem. Coś wewnątrz mnie sprawiało, że stawałem się coraz bardziej przygnębiony i aspołeczny… zamykałem się w sobie. Mimo, że dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, co się ze mną stało, nie robiłem nic, by to zmienić. Z dnia na dzień było coraz gorzej, ale nie przejmowałem się tym, po prostu żyłem dalej.
            W trzeciej klasie gimnazjum byłem już zupełnie innym człowiekiem, odsuniętym od społeczeństwa. Moje imię było nawet znane, ale moja popularność nie było normalna. Ludzie kojarzyli mnie, ponieważ byłem inny – odstawałem. Nie rozmawiałem z nikim, nie odpowiadałem na pytania, nawet na te, które zadawali mi nauczyciele. Uczyłem się dość dobrze, więc nadganiałem jedynki z odpowiedzi ustnej, sprawdzianami. Myślałem, że sobie radziłem, że jest w porządku.
            Kiedy nastały kolejne wakacje bez niego, poczułem się jeszcze bardziej samotnie, niż kiedykolwiek. Codziennie wspominałem nasze wspólne zabawy i wygłupy, często przy tym płacząc. Rodzicie pragnęli mi pomóc, jednak ja ich odpychałem. Mama sprawdzała co u mnie kilka razy dziennie, lecz ja szybko ją zbywałem. Miałem dość samego siebie. Nie chciałem taki być.
Kiedyś potrafiłem uśmiechać się przez kilka godzin, śmiać się nawet z tych słabych żartów i zarażać innych dobrym humorem.
Teraz w końcu zrozumiałem… nie potrafiłem być taki, ponieważ to Louis sprawiał, że byłem szczęśliwy. To on robił wszystko, abym się śmiał, aby było dobrze. Bez niego nie byłem sobą.

1.09.2009r.

            Przyszedł czas na liceum. Nie chciałem tkwić ciągle w tym samym miejscu i męczyć się w Holmes Chapel. Nie potrafiłbym znieść kolejnych trzech lat z tymi samymi ludźmi, więc wyjechałem do Londynu. Tutaj było więcej przestrzeni, zaczynałem od nowa.
Przed chwilą wróciłem z rozpoczęcia roku szkolnego i udało mi się poznać kolegę. Miał na imię Liam. Był bardzo sympatyczny i co najlepsze znał tą szkołę, ponieważ miał starszych znajomych. Oprowadził mnie po budynku i wszystko wyjaśnił, a ja wreszcie mogłem choć przez chwilę być szczerze zadowolony i miły. Umówiliśmy się na jutro, że spotkamy się przed szkołą i razem pójdziemy na lekcje.

            Mieszkałem w Londynie od miesiąca, ale znałem okolice nawet dobrze. Ubrałem więc trampki i wyszedłem do supermarketu, aby uzupełnić pustki w lodówce. Szedłem przez park, bo już zdążyłem polubić to miejsce. Wydawało mi się takie tajemnicze, przyjemne i spokojne. Lubiłem spokój… mogłem pomyśleć… o nim. Zdałem sobie sprawę, że moje życie tak naprawdę zależało tylko od niego. Każdego ranka, popołudnia i wieczora on nawiedzał moją głowę. Przez tyle lat w moim sercu siedziała tylko ta jedna osoba i nie potrafiła stamtąd wyjść. Kochałem go, najbardziej na świecie.

            Nagle, usłyszałem za sobą szybkie i głośne kroki. Odwróciłem natychmiast głowę, ale gdzieś w oddali mignęła mi tylko szczupła sylwetka chłopaka. Najwidoczniej postanowił sobie pobiegać. W sumie też powinienem coś ze sobą zrobić. Po rodzicach byłem dość szczupły, ale ruchu nigdy za wiele.

24h później

            Postanowiłem wziąć przykład z chłopaka i ubrałem sportowe ubrania i buty, po czym wyszedłem pobiegać. Kierowałem się uliczkami parku, a w mojej głowie znowu był On. To wszystko znowu zaczynało mnie cholernie męczyć. Tak bardzo chciałem wyrzucić go jak najdalej, uciec od niego, zapomnieć. Głupie zabawy z dzieciństwa… jego śmiech, uspokajający ton głosu, kiedy płakałem, ramiona owijające moje drobne ciało, malinowe usta przy policzku.
Do moich oczu nalały się łzy, a ja zaskoczony musiałem się zatrzymać. Tak dawno nie płakałem… dusiłem wszystko w sobie, zamykałem w szufladach, mając nadzieję, że nigdy się nie otworzą. Jednak zawsze wszystko wracało, a ja dalej się łudziłem.
Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, a ja szybko starłem ją chłodną dłonią. Pochyliłem się do przodu, opierając dłonie o kolana. Wziąłem głęboki wdech, po czym powoli wypuściłem powietrze z płuc.
Nagle, poczułem na swoich plecach czyjąś dłoń. Wyprostowałem się automatycznie, przez co zakręciło mi się w głowie, a przed oczami zrobiło się czarno. Zatoczyłem się do tyłu, a osoba szybko mnie złapała.
            -Wszystko w porządku? – zapytał chłopak, a moje oczy otworzyły się szeroko. Skąd ja znałem ten głos?
            -Tak… ja tylko… - odwróciłem się przodem do niego, a w mojej głowie ponownie zawirowało. -Louis?
            -Harry? – po jego głosie wywnioskowałem, że był tak samo zdziwiony jak ja. Patrzył na mnie z lekko otwartą buzią, a po chwili zbliżył się do mnie, nie spuszczając spojrzenia z moich oczu. Jego dłoń znalazła się przy moim policzku, gładząc delikatnie rozgrzaną skórę.
            -Tyle lat… - wyszeptał, a ja poczułem jego oddech na mojej twarzy. Poczułem silny ucisk w podbrzuszu, a moje oczy badały każdy zakamarek jego buzi. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, a moja ręka mimowolnie owinęła jego talię. Jego wolna dłoń znalazła się z tyłu mojej szyi, a wargi tuż przy moich. Moje powieki, jak i jego opadły, a nasze usta wtuliły się w siebie.
W jednej chwili poczułem rozsadzające uczucie szczęścia i euforii. Jego język, sunący po moich, wargi ocierające się o moje własne. Uczucie, które zapewne nigdy w życiu nie zapomnę.

Tydzień później

            Spotykaliśmy się z Louisem codziennie. Zacząłem się uśmiechać, a jego żarty bawiły mnie bardziej, niż kiedykolwiek. Często się przytulaliśmy, a nasze palce zawsze były ze sobą splątane. Uczęszczaliśmy do innych szkół, ale Lou zawsze miał na późniejszą godzinę, więc odprowadzał mnie pod same drzwi liceum, gdzie żegnał mnie soczystym buziakiem. Byłem wreszcie szczęśliwy.

Miesiąc później

            Szczęście trwa krótko. Za krótko. Louis był wspaniały, pełen życia i niezwykle błyskotliwy. Nie potrafiłem się przy nim nudzić, jednak… coś było nie tak. Tak jakbym trafił do złej bajki, wstąpił nie na tą drogę. Czułem się zagubiony.
            Opowiedziałem Louisowi wszystko to co przeżyłem przez czas, kiedy go nie było. Zrozumiał, pocieszył i przytulił mnie. Przepraszał chyba tysiąc razy i obiecał, że już nigdy mnie nie zostawi. Jednak, było boś, co zabolało. Tommo żył zupełnie inaczej. Zyskał wielu przyjaciół, dobrą szkołę, chodził na imprezy, korzystał z życia. On… zapomniał o mnie. Nie obchodził go fakt, że zostaliśmy rozdzieleni. Potrafił być szczęśliwy beze mnie… a to oznacza… że nie kocha mnie tak, jak go. Pomyślicie, że jestem w tym momencie bardzo samolubny i egoistyczny, jednak postawcie się w mojej sytuacji. Kochałem i kocham go, myślałem o nim przez cały czas, zyskałem tylko jednego przyjaciela. On zyskał kilkudziesięciu, nie myślał o mnie tak często, jak ja, radził sobie.
            Po długich przemyśleniach, postanowiłem nie myśleć o tym w ten sposób. Louis był po prostu silniejszy i dlatego tak to się wszystko potoczyło. Teraz działo się coś innego, byliśmy razem, więc nie było potrzeby, abym rozmyślał o przeszłości. Liczyło się tylko tu i teraz.

Tylko, co jeśli tu i teraz też było źle?

            Był cudowny jesienny wieczór. Louis zaprosił mnie na spacer, więc poszliśmy razem do parku. Otaczały nas czerwone, żółte i pomarańczowe drzewa, co wyglądało naprawdę wspaniale. Dłoń chłopaka cały czas silnie trzymała moją, jednak ja nie potrafiłem się uśmiechać. Czułem się obco.
            Przystanęliśmy na chwilę, a ja zwróciłem się przodem do chłopaka. On uśmiechnął się do mnie uroczo, a ja zdałem sobie sprawę, że zakochałem się w nim jeszcze bardziej. Pochylił się nade mną i podarował czuły i jakże słodki pocałunek. Nasze czoła oparły się o siebie, a dłonie splotły przy naszych piersiach. Westchnąłem cicho, przymykając oczy.
            -Lou…
            -Tak, Haz?
            -Jesteś niesamowity, Boo. Uwielbiam patrzeć, jak się śmiejesz, jak opowiadasz mi o szkole, przyjaciołach i wszystkim innym. Zawsze masz wspaniałe pomysły i jesteś zaradny… ale…
            -Ale co?
            -Bardzo Cię kocham, wiesz?
            -Ja Ciebie też kocham, Skarbie.
            -Lou… kocham Cię zbyt mocno.     
            -To znaczy?
            -Ta miłość mnie niszczy. Każdego dnia o Tobie myślę i boję się, że znowu odejdziesz. Nie potrafię przestać się bać. Jestem zmęczony.
            -Haz… Harry… Ja… Pomogę Ci, damy sobie radę.
            -Nie. Nie mogę.
            -Ale Curly… Jesteśmy razem, kocham Cię, tak bardzo! Możesz się do mnie przeprowadzić, będzie razem zawsze. – patrzyłem na niego, a jego oczy były szeroko otwarte. Wyprostowaliśmy się, lecz nie puściliśmy swoich rąk.
            -Byliśmy wspaniałymi przyjaciółmi. Nigdy tego nie zapomnę… nigdy nie zapomnę o Tobie. – powiedziałem cicho, pozwalając spłynąć łzom po moich policzkach.
            -Nie musisz, przecież będziemy razem.
            -Nie, Lou. Ja… przepraszam, ale nie potrafię. Muszę zrobić to sam, muszę to zakończyć.
            -Zakończyć co?
            -Ten rozdział w moim życiu. Jest stanowczo za długi. Muszę ruszyć dalej, dać upust moich uczuciom i emocjom. – szeptałem, a dłoń Louisa delikatnie starła moje łzy. Złapałem ją moją i splotłem silnie ze sobą nasze palce. Zamknąłem oczy i zbliżyłem się do niego. Ostatni raz wtuliłem się w jego ciepły tors, czując na swoim policzku jego łzy.
            -Nie odchodź, Harry. Błagam, nie rób tego.
            -Przepraszam, Skarbie. – wychrypiałem, odrywając się od niego. Pokręciłem przecząco głową i odsunąłem się na kilka kroków.
            -Jeśli tylko będziesz gotowy… będziesz mógł, zadzwoń, przyjedź, daj znać, cokolwiek.
            -Nie sądze, Lou.
            -Będę na Ciebie czekał. Do końca. – powiedział cicho, a z moich oczu wypłynęło znowu mnóstwo łez. Odwróciłem się i szybkim krokiem ruszyłem w stronę domu. Moje serce biło o pięć razy szybciej, niż powinno. W klatce piersiowej czułem duszący ucisk i nie potrafiłem zahamować płaczu. To był koniec. Koniec naszej historii, a początek nowej… niekoniecznie lepszej.


***Koniec***

12 komentarzy:

  1. CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ :CCCCC

    OdpowiedzUsuń
  2. OK RYCZE
    JA PIERDOLE

    OdpowiedzUsuń
  3. DLACZEGO MI TO ZROBIŁAŚ :((( RYCZĘ ;_;

    OdpowiedzUsuń
  4. Rany, dlaczego ?! Prawię się popłakałam, taka smutna końcówka. Ale świetne, naprawdę śliczny i zachęcam do dalszego pisania bo wszystko co wyjdzie spod twojego pióra jest fenomenalne :D
    Pozdrawiam :**

    i-am-all-yours-larry-stylinson.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. NO CHYBA KURWA NIE. JESTEM CAŁA ZAPŁAKNA, MOJE SERCE LEŻY GDZIEŚ NA PODŁODZE W TYSIĄCACH KAWAŁKACH, WIĘC PRZYJDŹ RU I TO NAPRAW.
    JEZU, ZARAZ SIE UTOPIE WE WŁASNYCH ŁZACH.
    CO TY ZE MNĄ ROBISZ?
    ALE MUSZE PRZYZNAĆ, ŻE PIĘKNE. SMUTNE, ALE PIĘKNE.
    KOCHAM CIĘ, KSIĘŻNICZKO.

    OdpowiedzUsuń
  6. O jacie... czemu? Czemu tak to skończyłaś? Wiesz, jak smutno mi się zrobiło, gdy zrozumiałam co Harry chce zrobić. Nie rozumiem, dlaczego. Przecież chciał Louisa i tak bardzo tęsknił za nim, żeby co? Powiedzieć: nie. Czemu?
    No nic... moje słowa i tak nic nie zmienią. Poza tym. Piękny shot. Bardzo ładnie ukazałaś uczucia Harry`ego. Można było się w nie wczuć. I choć lubię szczęśliwe zakończenia i płakać mi się chce, gdy myślę, jak to się skończyło to mimo to, uważam, że świetnie ci to wszyło. Smutno, ale mimo to wspaniale. :)
    Zapraszam do siebie: http://harry-louis-larrystylinson.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże. To było takie mokre... cały czas ryczę. Aż mama przyszła sprawdzić, czy przypadkiem nie umieram.

    Po mimo tego, że czytam historie Larryego tylko trzy dni, i tak się zakochałam... mocno... za mocno i nie przeżyję, jeśli to się skończy!

    Nie wiem czy to nie za wiele, ale chciała bym prosić o odwiedzanie mojego bloga i INFORMOWANIE MNIE o kolejnych rozdziałach, imaginach i informacjach na bierząco... a oto on:
    http://one-way-or-anither-one-direction.blogspot.com

    Z góry wielkie dzięki i życzę dużo weny do tworzenia kolejnych opowiadań o jedynym i kochanym Larrym.

    Uwielbiam to!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieznoszę smutnych zakończeń Larry'ego, ale tekst, który Ty napisałaś, po prostu musiałam przeczytać.
    Płaczę, po prostu płaczę!
    Tak czy inaczej, shot napisany jest poprostu pięknie, te uczucia Harry'ego. Doskonałe dla ludzi, którzy lubią wyciskacze łez. <3


    http://stay-with-me-larry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego?????????!!!!!!!!!! ZA JAKIE, KURWA GRZECH ZROBILAS TAKIE SMUTNE ZAKONCZENIE???!!! ZAJEBISTY, ALE JA TO BYM NIGDY NIE ZROBILA SMUTNEGO. MOJE SERCE LEZY PRZEZ CB GDZIES NA PODLODZE!!! ALE TAK TO FAJNE TYLKO ZE NIE POTRAFIE PRZESTAC PLAKAC...;C

    OdpowiedzUsuń
  10. CHYBA SOBIE KURWA KPISZ. JAK MOGLAS TO TAK ZAKONCZYC.;C

    OdpowiedzUsuń
  11. Że co?! CZEMU?! JAK MOGŁAŚ :CCC

    OdpowiedzUsuń